Tak wiele razy wsłuchujemy się w tę przypowieść Jezusa o dziesięciu pannach, które czekały na parę młodą. Wciąż fascynuje, nieustannie mobilizuje do roztropności i czuwania, by być gotowym, kiedy nadejdzie Pan.
Panny zaproszone na wesele otrzymały jedno zadanie. Miały mieć lampy, których światłem wprowadzą do domu młodych małżonków. Pięć wzięło nie tylko lampy, ale także dodatkowo oliwę. Oczami wyobraźni widzę te pięknie ubrane, uczesane, umalowane niewiasty, które już za chwilę będą się bawić, radować, biesiadować i tańczyć. Słyszę też te rozmowy, które toczyły między sobą. Te, które przyszły z samymi lampami, pewnie nie jedną uszczypliwość posłały w stronę zaopatrzonych w dodatkowe, może nieco
ciężkie i lekko zabrudzone od oliwy naczynie. Po co? Dlaczego się męczycie? Trzeba iść przez życie lekko i przyjemnie, bez dodatkowych obciążeń, zobowiązań. Może na początku tym pięciu roztropnym kobietom było przykro. Jednakże z każdą godziną oczekiwania upewniały się, że dobrze zrobiły. Dłużący się czas zamieniły wszystkie na lekki sen, by wybudzone nawoływaniem, że młodzi idą, przygotować się do wypełnienia zadania. Jak wiemy, tylko pięć z dziesięciu weszło na ucztę wesela. Inne zostały na
zewnątrz. Usłyszały wcześniej straszne słowa - "Zaprawdę powiadam wam, nie znam was".
Tu nie chodzi o opisanie nieco smutnej historii związanej z weselem. Tu chodzi o przestrogę, byśmy czuwali, bo nie znamy dnia, ani godziny.
Co więc znaczy dla mnie czuwanie, co oznacza mieć zapaloną lampę, gdy nadejdzie Pan? Gdy znam odpowiedź i ją wypełniam swoim życiem, to jestem na dobrej drodze do królestwa niebieskiego. Czuwanie w chwili spotkania z Gospodarzem wesela ma polegać na palącej się lampie wiary, nadziei i miłości. Przecież każdy z nas został zaproszony na ucztę niebieską, każdy ma zapaloną lampę mocą Chrztu św. i każdy wie, czego od nas oczekuje Bóg. Najtrudniejszą rzeczą jest to, by postanowić sobie i być wiernym
temu postanowieniu, aby naśladować panny roztropne. One zrozumiały, że nie da się przejść przez życie drogą łatwą i lekką, bez obciążeń i trudów. One stały się dla nas przykładem. Wziąć "dodatkową oliwę" i nawet wtedy z niej nie zrezygnować, gdy inni będą kpić i wyśmiewać się z naszego zaangażowania, naszej ofiary, pracy, poświęcenia, kiedy będą twierdzić, że nasza wiara to przeżytek, "średniowiecze", że tylko wolność bez granic, konsumpcjonizm, hedonizm się liczą... Wytrwać z palącą się lampą
do spotkania z nadchodzącym Chrystusem.
Niedzielna Eucharystia, codzienna modlitwa, częsta spowiedź, uczciwość, prawdomówność, miłosierdzie - dla niektórych są zbędnym balastem, dla innych drogą na ucztę wesela. Czym są dla mnie? Nie tylko odpowiedź słowem, ale nade wszystko uczynki są potwierdzeniem, czy moja lampa wciąż się świeci i nie tylko mi, ale także moim bliźnim wyznacza drogę do krainy pełni wesela i szczęścia. Lampa ta nie może być schowana pod korcem, pod łóżkiem, ale ma świecić każdemu, ma być widoczna. To także jest
dla nas wyzwanie, byśmy nie dali się zamknąć w zakrystii, ale odważnie szli do świata ze Światłem świata - Jezusem Chrystusem - Światłem, który daje Życie... czuwajmy więc z zapalonym światłem w naszej duszy, bo przecież już za chwilę może nadejść Pan.
Odnośniki do dzisiejszych czytań: