Osiem talentów. ks. Piotr | 2011-11-13 |
Przypowieść o talentach. Znana nam, bo przecież w ciągu roku Liturgia Słowa przypomina nam te słowa Jezusa kilka razy. Osiem talentów - majątek pewnego człowieka, zostaje rozdany sługom: pięć, dwa i jeden. Każdy ma za zadnie pomnożyć owe dobra. Chociaż liczby talentów nas nie powalają, to jednak pamiętajmy, że jeden talent to równowartość kilkudziesięciu kilogramów złota lub srebra. To nie są małe pieniądze powierzone komuś pierwszemu lepszemu, ale dobra zawierzone sługom, którym się ufa. Efekt końcowy w przypadku dwóch sług jest bardzo pozytywny - pomnożyli powierzone im talenty, trzeci zawiódł - zakopał to co otrzymał i oddał swemu panu ten jeden talent. Nie chciał do powierzonego talentu dołączyć swej pracy, inicjatywy, może nawet pewnego ryzyka. Co więcej nie chciał nawet oddać bankierom, by oni pomnożyli ów kapitał. Lenistwo, zaniedbanie trzeciego sługi doprowadziło do tego, że kiedy wrócił pan i chciał poznać losy powierzonych talentów, słyszy od swego podwładnego, że jest człowiekiem twardym: „chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał". Karą jest odebranie mu talentu i dodanie jego temu, który miał dziesięć oraz wyrzucenie nieużytecznego sługi na zewnątrz w ciemności, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. Ci, którzy pomnożyli talenty, nie dość, że otrzymali je na własność, to jeszcze nad wieloma rzeczami zostali postawieni. Czas ich pracy nad pomnożeniem talentów okazał się okresem próby, swoistego testu. Zdali go bardzo dobrze, tym na większą pochwałę zasługują, że pomnażali talenty swego pana nie licząc na nic. Po prostu chcieli okazać się godnymi zaufania, którym obdarzył ich pan. Nie liczyli na to, że z biednych sług, ale pracowitych i uczciwych, staną się zamożnymi ludźmi, którzy nadto zostaną postawieni nad wieloma rzeczami. Ta przypowieść ukazuje sprawiedliwość Bożą. Nie jest ona taka, jakby się nam wydawało, że powinna być - każdemu tyle samo, ale każdemu według zdolności, włożonej pracy i poświęcenia. Każdy z nas ma talent(-y), powierzony(-e) przez Boga. Nie ma się co kłócić, że ktoś ma więcej albo mniej. Każdy ma tyle, ile według Bożego zamysłu powinien mieć i tylko z nich będziemy rozliczani. To jest tak, że kto ma więcej, od tego więcej wymagać się będzie. Najważniejszą sprawą jest rozpoznać swój talent, pomnożyć go i oddać Panu, gdy ten odwoła nas z tego czasu, powołując do wieczności. Jaki jest więc ten mój talent? Czym mam służyć innym, jak o niego dbać i pomnażać? Nie można go zasypać, schować, ukryć. To zaniedbanie obrócić się może przeciwko nam, jak w przypadku tego trzeciego sługi. On zwrócił uwagę na fakt, że dostał tylko jeden, a inni więcej, może poczuł się pokrzywdzony, skupił się na tym, że ma go pomnożyć nie dla siebie, a dla pana, więc wolał nie robić nic. Przecież wcześniej nie miał nic, nie docenił też wielkości powierzonego talentu, zaufania, jakim go obdarzył pan. Obym go nie naśladował w egoizmie, małostkowości, lenistwie, zaniedbaniu. Przecież my już wiemy, że Bóg obiecał nam tak wiele, że postawieni nad niewielu rzeczami, możemy udowodnić, iż zasługujemy, by postawić nas nad wieloma, by nie znaleźć się tam gdzie ciemność i zgrzytanie zębami, ale tam gdzie światło i radość króluje, gdzie czeka nas nagroda - sam Bóg Stwórca i Zbawca, sam mieniący się Miłością. Masz talent, nie zmarnuj szansy, czas ucieka a Pan kiedyś powróci, by nas z tego talentu rozliczyć.
| |