Światło Słowa Jagoda N. | 2025-09-07 |
W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus mówi dość trudne słowa. Wymienia ludzi, którzy z natury są nam najbliżsi (rodzice i rodzeństwo, żona, mąż i dzieci) jako tych, których powinniśmy mieć w nienawiści. Wydaje się to nielogiczne, że Jezus, który cały czas mówi o miłości nagle nawołuje do nienawiści wobec najbliższych nam osób, a nawet nas samych. I faktycznie jeśli fragment ten wziąć za bardzo do siebie to byłaby to trudna sytuacja. Jednak dobrze wiemy, że Pan Jezus często mówi w metaforach i przypowieściach i właśnie tak jest również w dzisiejszej Ewangelii. Pan Jezus nie mówi mi dzisiaj, że mam nienawidzić moich bliskich i samej siebie, On mi mówi, że w pierwszej kolejności i najmocniej na świecie powinnam kochać właśnie Jego, bo z tej miłości rodzi się ta, którą mogę obdarować ludzi wokół mnie. Mówi też, że jeśli moja miłość do bliskich mi ludzi miałaby przyćmić tę do Niego, to lepiej, żebym tych moich bliskich nie kochała. Do momentu, w którym łatwo jest mi kochać moich bliskich, to kochanie Boga ponad nich może wydawać się trudne. Jednak gdy kochanie rodziny jest trudne, to kochanie Boga bardziej niż bliskich staje się jakoś łatwiejsze. Jezus mówi dzisiaj też o niesieniu swojego życiowego krzyża. ,,Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Czy ja biorę swój krzyż? Czy wiem co nim tak naprawdę jest? I najważniejsze, czy zdaję sobie sprawę, że ten krzyż w życiu jest mi potrzebny by stale dążyć do coraz większego podobieństwa do Pana Jezusa? Dzisiaj Pan Jezus mówi mi, że nic nie jest ważniejsze od pójścia za Nim. Czy jestem w stanie przyjąć to zaproszenie?
| |