Jesteś tutaj:
Refleksje z zachrystii
Refleksje z zachrystii
Nawiedzenie Najświętszego Sakramentu
ks. Zenon
2009-05-17

W odniesieniu do przyjaciół – tych, których kochamy, czasem decyduje wewnętrzna potrzeba, a czasem rozsądek ją wywołujący. Spotykamy się z nimi nie tylko dlatego, aby wymienić doświadczenia, załatwić coś, czy przypomnieć o swoim istnieniu, ale by obecnością wyrazić swoją miłość. Tak, bo obecność jest najprostszym wyrazem miłości.

Skoro bywa, że odczuwamy czasem wyrzuty sumienia z powodu zaniedbanej wizyty, to dlaczego tak trudno pobudzić sumienie do podobnej aktywności wobec zaniedbań względem najwspanialszego Przyjaciela – Boga? On, nie wyznaczając terminów audiencji, ZAWSZE oczekuje spotkania, zawsze jest gotowy.

Tak wiele kościołów – niestety – jest zamkniętych w ciągu dnia. Nie dotyczy to naszej świątyni. Od wpół do szóstej do około dziewiętnastej mamy okazję. Choćby kilka chwil, choćby jedno spojrzenie miłości! Jeśli rozumiemy, że tę ludzką miłość (małżeńską, rodzicielską, dziecięcą) trzeba pielęgnować, to tym bardziej tę, która nigdy się nie skończy – chyba, że ją odrzucimy, albo zasuszymy.

Korzystajmy póki jeszcze zegary czas odmierzają – dla nas…

Święto Eucharystii
ks. Proboszcz
2009-05-10

 

Ważnym etapem na drodze religijnego wtajemniczenia każdego chrześcijanina jest uroczystość I Komunii św. W 1963 roku, kiedy zdawałem egzamin wstępny do Liceum, zadziwił mnie mój późniejszy dobry kolega z ławy szkolnej, który pisząc wypracowanie na dowolny temat zatytułował ją: Uroczystość I Komunii św. – najważniejszy dzień w moim życiu. Kiedy pisał wypracowanie nie miał jeszcze 14 lat, kiedy był przyjęty – w klasie trzeciej – zaledwie dochodził do dziesięciu. Czy dzisiaj ktoś potrafi tak myśleć, tak odczuwać?

Pewnie mistycy. Choć im wcale niełatwo. Ich wrażliwość jest równa głębiom oceanu. Ale czy dziś nie tracimy religijnej wrażliwości przez zaniedbanie, przez naszą letniość? Pewnie w kościele nie rozdaje się chleba, pewnie nie przyodzieje nas Kościół i nie dokonamy w nim odnowy biologicznej. Ale jest przecież „porządek ciała” i „porządek ducha”. Nie samym chlebem żyje człowiek, „zrodzeni w Duchu, do Ducha się stosujmy”. Dlatego od najdawniejszych czasów zaleca Kościół wczesny chrzest, dlatego wyrazicielami tej potrzeby są rodzice dziecka. Jednocześnie stają się gwarantami, że dziecko swoje ochrzczone poprowadzą drogą wiary. I Komunia św. jest kolejnym krokiem na chrześcijańskim szlaku. Pewnie z naturalnego głodu świętowania bierze się potrzeba przeżycia tego dziecięcego święta w sposób nad wyraz uroczysty. Tak dzieje się w kościele. Po wielotygodniowej musztrze dzieci bardzo sprawnie przeżywają liturgię, pewnie w wielu przypadkach w wynajętych lokalach godnie spełniają obowiązki najważniejszej persony. Jakie miejsce zostawiono Panu Jezusowi, który pierwszy raz zagościł w sercu dziecka? Pewnie za mało pomagamy dzieciom – my dorośli. Nie trzeba żadnych uczonych słów. Najbardziej przekonywujące są te najprostsze, te, które mogą się pojawić zaledwie na brzegu ust rodzicielskich. Święto, które na długo, a może na zawsze, zostanie w pamięci, te słowa, a może proste gesty potrafią uczynić. I choć nie obędzie się bez kościoła, nie obędzie się bez rodzinnego zjazdu to kształt eucharystycznego święta określają rodzice i ich zaangażowanie.

 

Wychowanie
ks. Zenon
2009-05-03

 Czym jest tak naprawdę wychowanie? Jak można by je krótko scharakteryzować?
   Jeśli weźmiemy pod uwagę, że proces wychowawczy nie kończy się na szkole podstawowej, czy gimnazjum, to jawi się nam ono jako zadanie na całe życie...
   W zasadniczym zarysie polega ono na przekazywaniu dzieciom (głównie przez rodziców) tego, co dla nich samych stanowi jakąś wartość. Do takich wartości z pewnością należeć będą: wiara, patriotyzm, kultura, pracowitość, samodzielność i cały szereg innych. We wszystkich tych przypadkach niezastąpionym jest najprostszy przykład. Dlaczego dziwimy się, że dzieci jest nieco mniej - niż w poprzednich latach - na przykład na Mszach św. niedzielnych czy na nabożeństwach majowych? Odpowiedź jest prosta: bo ich rodzice nie przywiązują już do tego właściwej wagi. Jak mówić dzieciom o konieczności modlitwy porannej czy wieczornej, gdy nie widziały jeszcze klęczącego ojca czy matki, nie mówiąc o modlitwie rodzinnej. Kiedyś nawet dzieci indagowane podczas niedzielnego kazania o czynności konieczne przed położeniem się spać, wymieniły wszystko - łącznie z myciem nóżek, ząbków, kolacją etc. Nikt tylko nie powiedział o modlitwie wieczornej... Załamany kaznodzieja, znalazł koło ratunkowe: A co mówi tatuś, gdy kładzie się do łóżka? Na odpowiedź tym razem nie trzeba było długo czekać. Jakiś rezolut szybko wyrecytował do mikrofonu: Tata przed spaniem mówi: “Posuń się stara”...
   To też element wychowania. Przykład - przede wszystkim on. Jeśli - mówiąc już poważnie - ważna jest nauka pływania, nauka języków, umiejętność posługiwania się komputerem, to niech najważniejszą będzie nauka spotkań z Bogiem: modlitwa, Eucharystia, nabożeństwo majowe i in. To jest wychowanie.

Nabożeństwa majowe
ks. Zenon
2009-04-26

 Rodzina wielopokoleniowa - to był dobry wynalazek, kiedyś może nawet prosta konieczność, niemniej jednak łatwiej było o wychowanie dzieci pod okiem dziadków. Zresztą nie tylko o to chodziło, by dziadkowie swoje mądrości i doświadczenia życiowe przelewali na najmłodsze latorośle, ale miało to też inne, praktyczne oddziaływanie. Samo bowiem odnoszenie się do nich i ewentualne karcenie dzieci za brak szacunku dla rodziców naszych rodziców, skutkowało potem właściwymi relacjami gdy sami rodzice stawali się dziadkami, a ich dzieci w tym samym duchu szacunku dla starszych i związaną z nimi tradycją prowadziły własne dzieci.
   Taka myśl zakwitła mi w głowie na myśl o zbliżającym się miesiącu maju - tradycyjnie poświęconym Matce Najświętszej. To taka przecież tradycja. Tyle tylko, że zapracowani rodzice nie mają specjalnie czasu, by prowadzić swoje pociechy do kościoła, a dziadkowie nie zawsze są w pobliżu. Protestanci czynili nam, Polakom, zarzut ze zbytniej maryjności. Pytanie tylko, czy słusznie. Oczywiście, że najczęściej odmawiane modlitwy to prawdopodobnie te, zwracające nas ku Matce Bożej, ale pobożność maryjna, wyrażana udziałem w pielgrzymkach, nawiedzaniu Jej sanktuariów, czy spieszeniem na nabożeń-stwa majowe lub też różańcowe - zwłaszcza wśród przedstawicieli młodego pokolenia jakby trochę przygasała. Nie wolno do tego dopuścić. Dlatego za-troszczmy się wszyscy o jak największą frekwencję na tych nabożeństwach.

To jeszcze nie wakacje!
ks. Zenon
2009-04-19

Zakończyliśmy już czas wielkopostny, który dla wielu spośród nas był swoistym sprawdzianem siły ducha i wierności względem Pana Boga, wyrażonej realizacją powziętych zobowiązań i postanowień. Udało się? Jeśli tak, to radość, satysfakcja i poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Co prawda może to być nieco złudne, gdyż realizacja zewnętrznych zobowiązań, polegających na odmówieniu sobie czegoś, czy spełnianiu określonych praktyk, łatwiejszą jest od dzieła porządkowania swego wnętrza, a to przecież jest zasadniczym celem Wielkiego Postu.
   Tak więc zakończyliśmy już ów wymagający czas poświęceń i umartwień, przechodząc w czas zwykłego rozluźnienia... Widać to choćby po frekwencji na wieczornych Mszach świętych. A to przecież zaledwie kilka dni od Zmartwychwstania! Niebawem rozpocznie się miesiąc maj - ku wspólnej modlitwie nawoływać nas będzie Matka Najświętsza. Niedobrze by było, gdyby nasz kontakt z Bogiem cechowała rytmika pełnych emocji zrywów i odpoczynków. W miłości niezwykle cenna jest stałość i wierność. Dlatego coś, co udało się - daj Boże! - wypracować w czasie Wielkiego Postu, oby stało się naszą codzienną praktyką. Wakacje będziemy mieli, gdy napiszą nam RIP - requiescat in pace (niech spoczywa w pokoju)...   

Jezu, ufam Tobie!
ks. Zenon
2009-04-12

Tradycyjnie już I niedziela po Wielkanocy będzie  niedzielą Miłosierdzia Bożego. Ponieważ jednak nie wszyscy nauczyliśmy się korzystać z owego nieprzebranego Bożego skarbca, a często nie zdajemy sobie nawet sprawy z ogromnej wartości tego rodzaju kultu, dlatego prezentujemy kilka myśli zaczerpniętych od głównej propagatorki kultu Bożego Miłosierdzia - św. Siostry Faustyny Kowalskiej.
   Córko moja, mów światu całemu o niepojętym miłosierdziu moim. Pragnę, aby święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar; w dniu tym otwarte są wszyst- kie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat. Miłosierdzie moje jest tak wielkie, że przez całą wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki, ani anielski. Wszystko, co istnieje, wyszło z wnętrzności miłosierdzia mego. Każda dusza w stosunku do mnie rozważać będzie przez wieczność całą miłość i miłosierdzie moje. Święto Miłosierdzia wyszło z wnętrzności moich, pragnę, aby uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po Wiel- kanocy. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia mojego.” (Dz. 699)

Od Wielkiego Piątku trwa Nowenna do Miłosierdzia Bożego. Przynajmniej w dwa pierwsze tłumów na tej modlitwie nie było... Szkoda. Pan Jezus powiedział: Palą Mnie płomienie Miłosierdzia, pragnę je wylać na dusze ludzkie. O, jaki ból sprawiają, kiedy ich ludzie przyjąć nie chcą!
   Można się jeszcze zaangażować, można skorzystać z tak wielkiej łaski. Warunkiem uzyskania w tym dniu odpustu zupełnego jest: sakramentalna spowiedź (bądź bycie w stanie łaski uświęcającej), Komunia święta, modlitwa w intencjach Ojca Świętego, całkowita wolność od przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, odmówienie koronki do Miłosierdzia Bożego.

Jakich "Wesołych Świąt"?
ks. Zenon
2009-04-05

   No - i jesteśmy w finale. To już Wielki Tydzień. Można zapytać: Jak udało się przeżyć miniony okres? Ale na to pytanie każdy musi już odpowiedzieć sobie sam.
   Właściwym tematem są przecież święta. Mamy świętować Zmartwychwstanie Pańskie. Jak do tego podejść? Z tym pewnie wszyscy mamy problem. Zasadniczo świętowanie polega przede wszystkim na nie podejmowaniu ciężkiej i niepotrzebnej pracy, aby uzyskany w ten sposób czas przeznaczyć na pielęgnację wartości duchowych. Na przykład, w wypadku świąt państwowych, chodzi tu głównie o wspominanie ofiary poprzednich pokoleń, by rozbudzić ducha patriotyzmu w młodym pokoleniu. Tym tropem pewnie trzeba by pójść również w odniesieniu do świętowania bożych radości. Zbyt często bowiem świętowanie kojarzone jest ze stołem, potrawami (patrz: Wigilia), a w związku z tym z ordynarnym obżarstwem. W wypadku Świąt Wielkanocnych jest to już jakby musztarda po obiedzie. Dlatego, że świętowanie Paschy rozpoczyna się faktycznie już w czwartkowy wieczór. To tam rozpoczął się Chrystusowy bój o człowieka: Ostatnia Wieczerza (czyli pierwsza Eucharystia), modlitwa Ogrójca, pojmanie, nocne przesłuchania, tortury... To była Chrystusowa batalia zwieńczona śmiercią na krzyżu w Wielki Piątek, a objawiona światu faktem Zmartwychwstania. I to zmartwychwstania nocą - nie wiemy dokładnie o której godzinie to nastąpiło. Gdy bowiem niewiasty szły do grobu gdy jeszcze było ciemno zastały go już opróżnionym. Dlatego mówimy Wielka-Noc, nie zaś Wielki-Świt, czy Dzień...
   Wynika stąd, że aby mówić o dobrym przeżyciu tych świąt, trzeba by być z Chrystusem od początku do końca: od wielkoczwartkowej trwogi aż do Wigilii Paschalnej, z jej radosnym Alleluja. Samo przyjście do pustego już grobu nie musi robić wrażenia i prowadzić może tylko do pełnego stołu (chciałoby się powiedzieć żłobu). Świętować zwycięstwo, gdy w biegu nie brało się udziału? To niegodziwe. Gdyby choć trochę potowarzyszyć naszemu Panu... Być z Nim w Tych Dniach. Do środy uporajmy się z porządkami, aby  w decydującym boju On nie był sam.

To już cztery lata
ks. Zenon
2009-03-29

Aż trudno uwierzyć, że od tej śmierci mijają już cztery lata. Długie lata? Nie. To tak jakby wczoraj się stało... Gdzieś w głębi duszy zachowały się jeszcze resztki bólu, które - jakże trudne do stłumienia - nakazały niektórym rozkochanym w osobie naszego Papieża, bodaj bez głębszego zastanowienia odpalić silnik stojącego pod blokiem auta i wyruszyć do Rzymu na uroczystości pogrzebowe - bo godzien był tego...
   A co się działo tutaj, w kraju!... Pamiętamy te tłumy ludzi w kościołach i na ulicach w modlitewnym nastroju, usiłujących łzami wypłukać żal, by zrobić miejsce rozsądkowi, szepczącemu cicho, że tak musiało być, że skrócone cierpienia... i wreszcie przypominającemu, że ziarno w ziemi musi obumrzeć, by owocować...
   Następnie przejmujące słowa kard. Ratzingera o nie przerwanym kontakcie dzięki oknu w domu Ojca. I wreszcie zamykająca się księga na oczach setek milionów ludzi na całym świecie - dzięki medialnym przekazom.
   I do teraz mnóstwo refleksji pozostało. Jak choćby ta: Jak bardzo pojemnym jest życie pojedynczego człowieka! No, bo rzeczywiście - jak wiele zdołał zapisać ów człowiek na kartach podsuwanych mu każdego dnia przez Boga! Zmieściło się na nich radosne dzieciństwo, ale i tragedia śmierci matczynej, następnie brata. Potem ojcowskie serce oddane mu do końca, uniesienie miłości i okropności wojny, tajne komplety i bezsensowne śmierci rodaków. Pogodne słońce wyzwolenia natychmiast zasnute krwawą chmurą komuny... Kapłaństwo, biskupstwo - zawsze pośród dzieci, młodzieży, dorosłych, chorych i starców. Dalej kardynalski kapelusz i ów niewiarygodny wyrok konklawe...
   A potem już cały świat wiedział o papieżu w białej sutannie, który zawsze pozostał człowiekiem... Wspominać go to za mało - trzeba naśladować.

Rekolekcje parafialne
ks. Zenon
2009-03-22
   No tak, to już za tydzień - rozpocznie się to, co stało się rytuałem czasu wielkopostnego: rekolekcje parafialne. Nie słyszymy już o naukach stanowych dla mężczyzn, dla kobiet... I pewnie słusznie. Odmienność płci jednoczy w celu: ostatecznie chodzi o zbawienie. Ale co? To już teraz mam się przejmować zbawieniem? Jeszcze czas! Możliwe...
   Uczestnicząc w pogrzebie w miniony piątek, stanąłem opodal grobu zwieńczonego krzyżem z przymocowanym doń napisem: Nieznany mężczyzna, znaleziony ........ w........... Czy on też miał czas? Można by powiedzieć, że obecnie ma dużo czasu... ale to nieprawda, bo po przekroczeniu progu śmierci czas ustaje. Tam wszystko jest albo JUŻ, albo ZA PÓŹNO.
   Nie jest dobrze przynaglać do Boga, wywołując lęk. On sam, aczkolwiek w ciągu wieków udowadniał niejednokrotnie, że za dobre wynagradza, a za złe karze, to przecież woli się objawiać jako Ojciec, Pasterz, Miłość i Miłosierdzie. Pragnie, abyśmy takim Go znali. On jest bogaty w liczne łaski i chętnie je nam ofiaruje. Wszędzie jednak, gdziekolwiek człowiek chciałby coś zyskać, musi podjąć pewne działania w tym zakresie. Słońce i deszcz, nie rozróżniając, obdzielają wszystkich jednakowo. We wszystkich zaś ludzkich działaniach istnieją: prośby, podania, wnioski, petycje itd. Nie inaczej objawiają się ostatnio również cuda tzw. funduszy unijnych - tam nie wystarczą prośby i wnioski, tam trzeba jeszcze udowodnić, że ma się jakiś osobisty wkład w to, co uzupełnione dodatkowymi środkami, w konkretny sposób zaowocuje...
   Dlaczego Pana Boga mielibyśmy traktować gorzej? Chcemy lepszego, doskonalszego życia? Pan Bóg z pewnością nam pomoże, ale ze swej strony trzeba też nieco zainwestować: trzeba w owo wspólne bosko-ludzkie dzieło wnieść wkład osobistego czasu (nb. również dzierżawionego od Boga...) Stąd rzeczywiście mogą wyniknąć prawdziwe cuda - niezależnie od poziomu intelektualnego czy emocjonalnego zaangażowania O. Rekolekcjonisty. Pan Bóg działa według własnych reguł i nikogo z pewnością nie pokrzywdzi. Przydałaby się totalna mobilizacja w rodzinach: od dzieci, które pójdą do kościoła ze swoimi klasami, poprzez młodzież (!) do dorosłych. Zainwestujmy!
Boże, nie grzmisz?
ks. Zenon
2009-03-15
   Wiele razy zadajemy sobie to pytanie, widząc do jakich absurdów może człowiek doprowadzić siebie, życie osobiste, powszechne prawodawstwo itd. Przypomina mi się pewien pacjent wiadomego szpitala, który machając ręką z rezygnacją powtarzał: Całe życie z wariatami...
   Niektóre z doniesień prasowych byłyby pewnie nawet śmieszne i nadawać by się mogły na komediowego tasiemca, gdyby... nie były prawdziwe.
   Czy są jakiekolwiek słowa komentarza do pomysłu lidera brytyjskich Zielonych Jonathona Porritta, piastującego jednocześnie funkcję przewodniczącego rządowej komisji ds. Ekologii, który postuluje (całkiem serio), aby jedna rodzina miała nie więcej niż dwoje dzieci? Jaka motywacja? Toż nawet dzieci wpadłyby na to! Oczywiście, że chodzi o... ograniczenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Według Porritta małżonkowie decydujący się na większą liczbę dzieci są skrajnie nieodpowiedzialni. Tak bowiem “liczne” rodziny, w jego opinii są zbyt dużym obciążeniem dla środowiska, gdyż produkują nadmierne ilości gazów cieplarnianych, zwłaszcza dwutlenku węgla.
   Śmieszne? Niedorzeczne? Głupie? N i e m o ż l i w e??? Słów po prostu brakuje. Na tym jednak inwencja pomysłowego Jonathona się nie wyczerpuje. O, nie! Brytyjski racjonalizator prawa postuluje też dofinansowywanie antykoncepcji, wprowadzenie aborcji na życzenie, eutanazję oraz nieleczenie ludzi śmiertelnie chorych. Postuluje wręcz wycofanie wszystkich środków finansowych, jakie rząd przeznacza na leczenie ciężko chorych i przeznaczenie ich na antykoncepcję i aborcję.
   Starzy ludzie powiadali: Głupich nie sieją - sami się rodzą. Pytanie tylko, skąd obecnie taki na nich urodzaj? W Kabarecie Moralnego Niepokoju na pytanie: Skąd się biorą tacy ludzie? Padła odpowiedź: Rodzą się in vitro. Być może?
 
Msze św. kościół
Św. Stanisława Kostki
  • pn-sob: 7.00, 8.00, 18.00;
  • nd i święta: 7.00, 8.30, 10.00, 11.30, 13.00, 18.00;
  • święta znieś.: 7.00, 8.00, 10.00, 17.00, 18.00.

Msze św. kościół
Św. Leona Wielkiego
w wakacje:
  • nd 19.00
w rok szkolny:
  • sob: 17.00;
  • nd i święta: 10.30, 12.00;









Powered by APSI © copyright 2009-12 by Parafia św. Leona W. w Wejherowie